wtorek, 16 lipca 2013

Rozdział XXI




Tydzień przeleżałam w łóżku, żeby się wykurować. Loczek nie przestawał się mną opiekować. Ciągle mnie rozpieszczał. Przed urodzinami Danielle, które miały być zaraz następnego dnia, poszłam z dziewczynami do galerii kupić jej prezent. Liam był strasznie zestresowany jutrzejszym dniem. Planował na imprezie niespodziance, oświadczyć się Danielle. To takie słodkie i romantyczne. Przypomniałam sobie jak Harry mi się oświadczył, jak wszystko było idealne, a potem nagle nasze marzenia się zawaliły. To był znak, że za szybko się z tym pośpieszyliśmy, więc na razie ustaliliśmy, że poczekamy na odpowiednią porę.
Skye kupiła Danielle seksowną, czarną, koronkową bieliznę. Ja kupiłam jej płyty z ulubioną muzyką. Kate natomiast wybrała dla niej komplet pięknej, srebrnej biżuterii z diamentami. A Miley śliczną, długą sukienkę w kwiatki, z wycięciem na plecach. Kiedy Kate poszła jeszcze kupić sobie strój na randkę z Louisem, razem z Miley, ja z Skye poszłyśmy na shake’a. Gadałyśmy o różnych rzeczach, aż nagle Skye wyskoczyła z dziwnym pytaniem:
- Czujesz coś do Louisa?
Próbowałam nie okazywać zdenerwowania, ale nie za bardzo mi to wychodziło.
- Nie. – odpowiedziałam szybko.
- Elena, przestań.
- Co mam przestać? – zachichotałam głupkowato. Cholera! Wpadka!
- Widziałam jak na niego patrzysz. A kiedy on pocałował Kate, zauważyłam na twojej twarzy zazdrość. Widać, że on też do ciebie czuje miętę.
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi. A on w ogóle jest z Kate, ja natomiast z Harrym . . . i niech tak pozostanie.
- To dobrze, bo wiesz nie chce, żebyś potem cierpiała. I pamiętaj, że jak masz jakieś problemy, jestem obok. –jej kąciki uniosły się.
- Wiem. – odwzajemniłam uśmiech – Kocham cię.
- Ja ciebie też, szkrabie.
- Ej. Nie jestem szkrabem. – Skye zaśmiała się na widok mojej miny. Później dołączyłam do niej. To skarb mieć taką przyjaciółkę. Ona zawsze była przy mnie w trudnych chwilach.

Pięć minut potem Kate i Miley podeszły do stolika przy którym siedziałyśmy i zabrawszy torby z zakupami, ruszyłyśmy do domu.

                                                                             *  *  *

Kate poprosiła mnie bym pomogła jej się przyszykować na randkę. Zgodziłam się. Siedziała przed lustrem, a ja układałam jej fryzurę w kok. Spojrzałam na jej odbicie. Wyglądała przepięknie. Miała na sobie piękną, niebieską, koronkową sukienkę. Kate częściej nosiła luźniejsze ciuchy, ale musiałam przyznać, że ten dziewczęcy look też jej pasował. Zrobiłam jej delikatniejszy makijaż niż zazwyczaj. Jej oczy cały czas błyszczały ze szczęścia, a policzki miała lekko zaróżowione, co dodawało jej jeszcze  piękniejszego uroku. Kiedy skończyłam, przejrzała się i uściskała mnie w podzięce.
- Dziękuje – powiedziała. Jej uśmiech ani prze chwilę nie zniknął.
- Nie ma za co.
- Jest. – uściskała mnie jeszcze raz. – Bardzo mi na nim zależy . . . – jej policzki zaczerwieniły się jeszcze bardziej. Boże! Ona jest szalenie w nim zakochana.
Nagle do pokoju wpadł Louis. Serce podskoczyło mi. Wyglądał . . . zabójczo. Miał na sobie niebieską marynarkę, pod tym biały t -shirt i dżinsy, jakby dopiero dzisiaj kupione. Pod koszulką zobaczyłam bardziej wyrzeźbione ciało, pewnie chodził z Liamem na siłownie. Przód włosów postawił w górę na żelu. Pachniał jakimiś drogimi perfumami.  
- Goto . . . Wow! Świetnie wyglądasz! – zwrócił się do Kate.
- Dzięki – odezwała się nieśmiało. – Ty również.  
Na litość boską!! Elena, nie gap się tak na niego! Ale było już za późno, Lou zauważył to i zaśmiał się.
- Aż tak jestem piękny?
- Co? Ja . . . eee . . .yyy . . .- zaczęłam się jąkać. Weź się w garść, kobieto! -krzyczał mój umysł. -  . . .życzę wam udanej randki. – wydobyłam z siebie szeroki uśmiech i zmieszana szybko przeszłam obok Louisa i skierowałam się na dół. Wpadłam na Harrego, który właśnie wchodził na górę.
- Kochanie, gdzie tak pędzisz? – posłał mi szelmowski uśmiech. Serce ponownie obiło się o moją klatkę piersiową. Cholera! Ogarnij się! – przykazałam sobie.
- Do ciebie. – przygryzłam zalotnie wargę, którą potem Harry delikatnie musnął. Lou i Kate wyszli z pokoju.
- Wow! Odstrzeliliście się jak na Boże Narodzenie. – skomentował rozbawiony Harold.
- Och, zamknij się! – odpyskował mu Lou z wystawionym językiem – To nie ta pora, głupku. – ujął rękę Kate i zeszli na dół.
- Musisz mu tak zawsze dokuczać?
- Tak. – cmoknął mnie w usta i pociągnął do naszej sypialni. – Ubieraj się. – rzucił.
- Gdzieś idziemy?
- Do salonu tatuażowego  z Zaynem i Skye.  – odparł.
- Co?
- Zrobimy sobie tatuaż. Chyba się nie boisz?
- Nie. – odpowiedziałam stanowczo – Wcale.
- To dobrze.
- Co sobie wytatuujemy?
- Zobaczysz.- mrugnął do mnie okiem. – No, przebieraj się.
Wybrałam luźny, kolorowy strój. Zielone dżinsy, niebieską bokserkę, a do tego bluzę w tym samym kolorze co spodnie. Kiedy byliśmy już wszyscy gotowi, ruszyliśmy na ulicę Langham Street, na której znajdował się salon. Dowiedziałam się, że szefem tego salonu jest wujek Zayna, Drake. Przywitał nas bardzo ciepło. Bardzo się cieszył, że wreszcie mógł poznać tą niezwykłą dziewczynę Zayna, o której to mulat wcześniej ciągle nawijał. Zaczęliśmy sobie robić tatuaże, pierwsze zrobił sobie Zayn  na ramieniu z imieniem Skye, natomiast Skye z imieniem Zayn. Ja z Harrym zrobiliśmy sobie takie same tatuaże, również na nadgarstku tak jak Skye, tylko z naszymi imionami, a po tym napis forever. Wtedy kiedy wujek Zayna robił mi ten tatuaż, Harry przez cały czas trzymał mnie za rękę, dzięki temu ból nie był taki straszny. Przy nim zawsze czuję się bezpiecznie. Umarłabym, gdybym go straciła. Jest dla mnie wszystkim.

                                                                            *  *  *

Na urodziny Danielle wszystko było już przygotowane. Mieliśmy dużo czasu do rozpoczęcia niespodzianki dla niej, więc postanowiłam się przejść. Gdy ubierałam adidasy, za rogu wychylił się Louis.
- Gdzie idziesz? – spytał z zaciekawieniem.
- Pospacerować po plaży.
- Idę z tobą, jeśli mogę?
- Jasne. – posłałam mu delikatny uśmiech i wyszliśmy. Ruszyliśmy na Manhattan Beach, która była opustoszała, ponieważ pogoda nie zadowalała. Niebo było całe zachmurzone i wydawało się, że zaraz spadnie deszcz. Takie pogody w Nowym Jorku były rzadko widywane. Szliśmy wzdłuż plaży, wiatr delikatnie muskał nasze twarzy.
- Jak było na randce? – przerwałam ciszę.
- Dobrze. – odpowiedział krótko i pokazał swoje białe zęby. A potem znowu nastała ta niezręczna cisza.
- Elena? – zagadnął po dłuższej chwili. Spojrzałam na niego.
- Hmm?
Przerwała nam fanka. Skąd ona się tu wzięła?- pomyślałam zdziwiona. Lou dał jej autograf i zrobił sobie z nią zdjęcie.
- To twoja dziewczyna? – spytała potem.
Lou nerwowo podrapał się po głowie i zarumienił się na twarzy, tak samo jak ja.
- Nie. To moja przyjaciółka. – wyjaśnił szybko.
- Szkoda. Pasowalibyście do siebie. – uśmiechnęła się i odeszła.
- To było . . . dziwne – skomentowałam, gdy fanka zniknęła z pola widzenia.
- Tak, dziwne. – przyznał.
- Dogoń mnie. – zachichotałam wesoło i ruszyłam biegiem w stronę jezdni.
 - Co?! – zawołał za mną, zaskoczony.
- Jak mnie dogonisz, dostaniesz koszyk marchewek! –  rzuciłam. Zaśmiał się i rozpoczął pogoń za mną. Odwróciłam głowę, żeby spojrzeć czy jest już blisko, kiedy nagle ziemia się pode mną ugięła i wpadłam do ogromnej dziury. Z daleka było słychać przerażony krzyk Louisa. Wszystkie mięśnie mnie bolały, a najbardziej prawa noga. No super! Pewnie zwichnięta, albo gorzej, złamana. A na dodatek jestem cała brudna od ziemi! Spojrzałam w górę. Wpadłam bardzo głęboko.  Zobaczyłam Louisa, kucał nad przepaścią.
-Elena! Nic ci nie jest?
- Chyba złamałam nogę. Nie mogę jej poruszyć.
Louis wskoczył do dziury i upadł prosto na mnie. Na szczęście nie trafił w nogę. Zakrył moje ciało swoim, podpierając się na rękach.  Jego ciepły oddech przyprawiał mnie o dreszcze. Zauważyłam, że wpatruje się w moje usta i powoli zbliża swoje. Nie rób tego! Nie! Nie! Nie!
- Louis – wyszeptałam. Spojrzał w moje oczy.
- Tak?
- Mógłbyś zejść ze mnie.
- A tak, przepraszam. – podniósł się ze mnie, wziął mnie na ręce i usiadł ze mną, opierając się o ścianę ziemi. Nawet nie miałam siły protestować, tylko oparłam głowę na jego ramieniu.
- Jesteś debilem.
Spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Czemu?
- Mogłeś iść po pomoc, a ty tu wskoczyłeś i  teraz razem gnijemy w tej dziurze.
- Nie mogłem cię tu samą zostawić. – powiedział z troską w głosie.
- Nic by mi się nie stało.
- Jasne, mogłabyś złamać drugą nogę. – zażartował. Walnęłam go lekko łokciem w żebro.
- Auuu! – zrobił urażoną minę – To bolało.
- I dobrze. – burknęłam.
- Masz przy sobie telefon?
- Nie – odpowiedziałam.
- A gdzie mój koszyk marchewek?- zachichotał.
- Nie dostaniesz.
- Dogoniłem cię – stwierdził. Jego uśmiech powoli mnie irytował.
- Lou, musimy się stąd wydostać. – szepnęłam gorączkowo.
- Tak ci źle ze mną? – jego oczy błyszczały szczęściem, takim jakie zauważyłam u Kate, kiedy . . . Nie! To tylko zwidy!
- Nie – odpowiedziałam w końcu – Ale nie mam zamiaru spędzić tego dnia w tej dziurze.
- Mi tam pasuje. -  uśmiechnął się łobuzersko. – A jak noga?
Odsunęłam nogawkę spodni, noga trochę spuchła.
- Nie wygląda to za dobrze. - mina mu zmizerniała. Zauważyłam ze wpatruje się w na mój tatuaż na nadgarstku. Jego mina była teraz nieobecna.  
- Fajny tatuaż. Harry ma taki sam?
Przytaknęłam. Odwrócił ode mnie w wzrok i spojrzał w górę. Nagle zmienił temat.
- Kurcze, siedzimy tu już tak długo, powinni się skapnąć, że nas nie ma.
- Tak, powinni. – ziewnęłam.
- Jesteś śpiąca?
- Może trochę. Noga coraz bardziej mnie boli.
- Cholera! – zaklął – Mogłem iść po tą pomoc, nie siedzielibyśmy tu, a teraz nie możemy się wydostać, bo jest za wysoko.  – był wkurzony na siebie.
- Lou, nie obwiniaj się. Cieszę się, że ze mną zostałeś, jednak nie chciałabym tu zostać sama. – uśmiechnęłam się do niego i zmierzwiłam mu włosy. Jego kąciki ust powoli się uniosły.
- Jeżeli chcesz, to prześpij się. – zasugerował.
Przytuliłam się do jego wyrzeźbionej klatki piersiowej, od której  biło takie ciepło. Objął mnie mocniej. Wtulona w niego, zasnęłam, zapominając o uciążliwym bólu.

niedziela, 5 maja 2013

Rozdział XX



W milczeniu wracaliśmy do domu. Po drodze wstąpiliśmy jeszcze do szpitala i kiedy lekarz opatrzył obrażenia Nialla i stwierdził, że nie są groźne, ruszyliśmy dalej. Harry przez cały czas się nie odezwał, zamknął się całkowicie w sobie, patrząc przez okno taksówki. Gdy stanęliśmy, ruszył szybkim krokiem do domu. Zatrzymałam go na schodach w środku mieszkania.
- Harry . . . – w jego oczach widziałam cierpienie i poczucie winy.
- Proszę. Zostaw mnie. – strzepnął moją rękę z ramienia i pobiegł na górę, zatrzaskując mocno drzwi.
Spojrzałam w dół i zobaczyłam, że ktoś chwyta mnie za rękę. Podniosłam wzrok na Louisa i moje serce zabiło mocniej.
- Nie martw się. On się o wszystko obwinia. – uśmiechnął się smutno.
- Ale to nie była jego wina, on nas tylko ratował . . .
- Wiem, ale . . .
- Może byście nam pomogli. – rzuciła ostro Skye w progu, Niall podpierał się na niej. Spojrzała dziwnie na nasze złączone dłonie, a potem skierowała wzrok na mnie. Zawstydzona wyrwałam rękę z dłoni Louisa i pomogłam jej wprowadzić Nialla do salonu.

*  *  *

Kiedy weszłam do pokoju, zastałam Harrego klęczącego przy rozwalonym na kawałki wazonie, które próbował zebrać zakrwawionymi dłońmi.
- Harry! Zostaw to! – zawołam przerażona.
Podniósł wzrok na mnie, jego oczy były czerwone i zapuchnięte od płaczu. Podbiegłam do niego i ostrożnie wyjęłam z jego dłoni odłamki szklanego wazonu. A potem szybko zrobiłam mu opatrunki na obie dłonie i sprzątnęłam resztę rozbitego wazonu.
- I po co to robisz? – jego głos był zachrypnięty – Nie zasługuję na to.
- Przestań głupoty gadać! To nie twoja wina. Ty nas uratowałeś.
- Jestem mordercą. – spojrzenie miał pełne bólu.
- Nie mów tak.
- Czemu? Przecież ich zabiłem i nawet się nie zawahałem. – głos mu się załamał.

- Harry, przestań się ciągle o wszystko obwiniać. To oni byli mordercami, nie ty. – chwyciłam delikatnie jego zabandażowaną dłoń – Nie chce patrzeć jak cierpisz. To nie ty powinieneś się obwiniać, tylko ja. Gdybym nie weszła w twoje w życie, to . . . – nie dokończyłam, bo Harry przerwał mi pocałunkiem.
- To moje życie było by nic nie warte. – dokończył za mnie.
Uśmiechnęłam się, a potem znowu złączyliśmy się w pocałunku, tym razem bardziej namiętnym. Harry zaczął wodzić rękami po moich plecach, a ja wbiłam palce w jego roztargane włosy. Nasze ciała złączyły się w jedność. Czułam jego ciepły oddech na szyi.
- Tak bardzo cię kocham. – wyszeptał.
- Ja ciebie tez.
Harry podniósł mnie i ułożył na łóżku. Następnie usiadł na mnie okrakiem. Jego zabandażowane dłonie zaczęły błądzić po moim całym ciele, a usta zachłannie badały moje wargi. Zdjął z siebie czarną podkoszulkę, a potem dobrał się do mojej flanelowej bluzki, zdejmując ją razem z koronkowym biustonoszem. Dotknął palcem moich stwardniałych sutków, a ja cicho jęknęłam. Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Harry westchnął poirytowany, podniósł się, a ja szybko ubrałam się. Spojrzałam potem na loczka, który siedział teraz rozpromieniony na łóżku.  
- Proszę! – zawołałam.
Przez drzwi wszedł Liam.
- Liam! Jak my za tobą tęskniliśmy! – rzuciłam się mu w ramiona. Zaśmiał się cicho.
- Ja też za wami tęskniłem. A najbardziej za twym pyskowaniem, Eleno.
Spiorunowałam go wzrokiem. On znowu się zaśmiał, ale zaraz spoważniał, widząc ręce Harrego całe w bandażach.
- Co ci się stało, stary? Czy to przez tę akcję w Paryżu?
- Wiesz już?
- No pewnie. To był głupi pomysł. – stwierdził – Ale ważne, że nic wam nie jest.
- A ty jak się czujesz? – spytał Harry – A Danielle?
- Dobrze. Danielle też, odpoczywa teraz u rodziców. – nagle wybuchł śmiechem, patrząc na moją bluzkę. – Widzę, że coś się tu działo, bo Elena założyła bluzkę tył na przód. – wyjaśnił, widząc moją zdezorientowaną minę.
Automatycznie spojrzałam na bluzkę. Miał rację. Przez ten pośpiech, źle ją założyłam. Harry też wybuchł śmiechem.
- Śmieszne, bardzo śmieszne. – pokazałam im język, a oni znowu się zaśmiali.
- Dobra, lecę się przespać, już 3:00 w nocy. Dobranoc, moje gołąbeczki. – mrugnął do nas okiem i wyszedł.

*  *  *

Rano obudził mnie straszny ból głowy. Miałam też dreszcze i bolały mnie wszystkie mięśnie. Założyłam szybko spodnie. A potem poszłam na dół do kuchni i wyjęłam z szafki tabletki na ból głowy i nalałam do szklanki wody, żeby popić. Kiedy zażyłam tabletkę i odstawiłam naczynie do zlewu, zakręciło mi się w głowie i upadłam w czyjeś ramiona.
- Louis, czemu nie śpisz?
- Nie mogłem zasnąć. Co się stało? – wziął mnie na ręce i ułożył na kanapie.
- Nic. Zakręciło mi się tylko w głowie. – położył zimną dłoń na moje czoło.
- Nic! Jesteś rozpalona, dziewczyno. Wezwę lekarza.
- Nie trzeba. – wydusiłam.
- Trzeba. – odparł krótko i wykręcił numer.

Lekarz zjawił się 15 minut później. Okazało się, że dopadła mnie grypa. No super! Jeszcze tego mi brakowało. Cały dzień leżałam w swoim łóżku, oglądając TV. Harry bardzo się o mnie troszczył. Ciągle przynosił mi coś do jedzenia, chociaż mówiłam mu, że nie jestem już głodna.
- Przez ciebie będę gruba. – mruknęłam, gryząc kanapkę.
- Och, nie marudź, tylko jedz.
Gdy Harry wyszedł z pokoju, wyłączyłam telewizor, w którym i tak nie było nic ciekawego do oglądania i położyłam się spać.
 Obudziłam się o 20:00, za oknem już się ściemniało. Wstałam i nie zważając, że mam na sobie tylko majtki i długi T-Shirt Harrego z napisem Kocham żelki Haribo, wyszłam z pokoju. Na dole było ciemno, oprócz małej poświaty od  telewizora w salonie. Ruszyłam w tamtą stronę i zastałam Louisa, siedzącego na kanapie i oglądającego jakiś program muzyczny. Zaraz pożałowałam, że nie włożyłam spodni, gdy Lou zaczął mierzyć wzrokiem moją skąpą „piżamę”.
- Ooo . . . wstałaś. – rzucił entuzjastycznie.
- Gdzie są wszyscy? – spytałam, ignorując rumieńce na twarzy. Louis nagle spochmurniał. Nie spodobało mi się to.
- Była tu policja i zabrała ich na przesłuchanie w sprawie, no wiesz . . . – spojrzał na mnie znacząco.
- Co? Czemu mnie nie obudziliście?
- Harry mi nie pozwolił. – wzruszył ramionami.
- A od kiedy ty się go słuchasz?
- Wtedy, gdy ma rację i teraz miał. Nie warto było cię budzić. A tak w ogóle, to idź do łóżka, bo jeszcze się bardziej rozchorujesz i będę musiał wzywać karetkę. No a wtedy to Harry na pewno mnie zabije.
- A ty, czemu z nimi nie poszedłeś?
- Ktoś cię musiał pilnować i wypadło na mnie. – uśmiechnął się tym swoim zniewalającym uśmiechem, a moje serce znów uderzyło mocniej, obijając się o klatkę piersiową. Cholera! Niech przestanie.
- Poradziłabym sobie, nie jestem dzieckiem. – oburzyłam się.
- Wiem. – znowu się uśmiechnął – Jak nie chcesz siedzieć tam sama na górze, to przyniosę ci koc i razem pooglądamy TV.
- Bardzo chętnie. - w moim głosie dało się słyszeć cień radości.
Louis zauważył to i zaśmiał się pod nosem, wstał i przyniósł mi gruby, zielony koc. Przykryłam się nim i usiadłam koło Lou.
- O nie!
- Co się stało? – spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Przecież cię zarazę.
- Spoko. Ja jestem odporny na choroby.
- Ta, jasne.Nie bądź taki pewny.
- Może ci coś przynieść?
- Jasne.
Louis wrócił z kuchni z tacą, na której była miska marchewek i dwie szklanki wody.
- Marchewki? – zmarszczyłam brwi.
- No co? Są dobre na choroby. – oznajmił z szerokim uśmiechem na twarzy.

*  *  *

Obudziłam się wtulona w Louisa. Przetarłam zaspane oczy i spojrzałam na zegarek. Była 22:00. Louis też otworzył oczy i zaczął się przeciągać.
- Co oni tak tam długo robią? – ziewnęłam i okryłam się szczelniej kocem.
- Nie wiem. Mam nadzieję, że ich nie zamknęli w więzieniu. – widząc moje przerażenie, dodał szybko - Żartowałem.
Za oknem było już całkowicie ciemno. Tylko księżyc rzucał strużkę światła do pomieszczenia.
- Powiem ci coś. – odezwał się.
- Co? – zwróciłam się w jego stronę. Teraz zauważyłam cienie pod jego oczami.
- Kiedy byliśmy na zewnątrz i zaczęliśmy strzelać, żeby odwrócić uwagę ludzi Ericka, nie zabiłem nikogo – wyznał – to Harry ich wszystkich pozabijał. – Lou patrzył przed siebie. Poczułam gorycz w ustach.
- On był zawsze do wszystkiego taki porywczy, ale to mnie trochę przeraziło w nim. – spojrzał na mnie – Mogłem ci tego nie mówić.
- Nie. Ja . . .po prostu . . .też się o niego martwię. – westchnęłam ciężko.
Louis założył mi włosy za ucho i powiedział:
- Pięknie wyglądasz w tych rozczochranych włosach.
Zarumieniłam się. Jego niebieskie oczy mieniły się w blasku księżyca. Przypomniałam sobie jak Harry powiedział mi to samo, gdy byłam w domu chłopaków, pierwszy raz. Od tamtego czasu tyle się zmieniło.
- Louis . . . ja  . . .
- Wiem. Ale nie mogę przestać o tobie myśleć i to mnie strasznie boli, bo wiem, że nigdy nie będziesz ze mną, a nie chcę cię stawiać w niezręcznej sytuacji. I nie chce ponownie zranić Harrego. Za wiele dla mnie oboje znaczycie.
Dotknęłam jego dłoni.
- Ty też dla mnie dużo znaczysz.
Uśmiechnął się lekko.
- Jesteśmy! – zawołała Miley w korytarzu.
Szybko odsunęliśmy się od siebie. Wszyscy weszli do salonu.
- Czemu siedzicie po ciemku? – zapytał Zayn, unosząc jedną brew ze zdziwienia do góry.
- Yyy . . . spaliśmy. – bąknęłam szybko.
Mulat dziwnie zmierzył mnie wzrokiem. Louis nagle się podniósł z kanapy i podszedł do Kate. Na naszych oczach, zaczął ją całować. Wszyscy zaskoczeni spojrzeli na nich. Kate też była zaskoczona, a na jej policzkach wystąpiły duże rumieńce.
- Cieszę się, że nic ci się nie stało, wtedy w Paryżu. – powiedział.
Ucieszyłam się, że wreszcie Lou znowu będzie szczęśliwy, bo zasługiwał na to, ale widząc ich razem, całujących się, poczułam małe ukłucie zazdrości.

poniedziałek, 18 marca 2013

Rozdział XIX



- Jak ich wydostaniemy? – zaczęła nerwowo stukać długopisem w stół.
Zayn wyciągnął z jej dłoni przedmiot a potem chwycił jej rękę, Skye uśmiechnęła się do niego.
- Mam plan – rzekł Lou.
- Jaki? – zapytałam.
 Nie zdążył odpowiedzieć bo Harry wszedł do salonu z dużą walizką. Położył ja na stole i otworzył. Było w niej 13 pistoletów. Poczułam się jak w jakimś kryminalnym filmie. Wszyscy spojrzeliśmy na Harrego z szeroko otwartymi oczami a on tylko się uśmiechnął.
- Skąd ty tyle tego masz? - Lou patrzył na Harrego jakby go pierwszy raz widział.
- Ojczym mi dał, gdy przeszedł na emeryturę, były mu już nie potrzebne.
- Fajnego masz ojczyma – stwierdził Zayn.
- A te kajdanki po co ci? – spytała Skye.
Harry zaraz się zarumienił.
- A to do czegoś innego. – dalej rumieniąc się zerknął na mnie.
Zdezorientowana spojrzałam na loczka a Zayn zaczął się głośno śmiać.
- Ej! Mamy robotę. – przerwał im Lou, wyciągnął z kieszeni jakąś kartkę i rozłożył ją. Był na niej naszkicowany  projekt tej starej fabryki. 
- Stary, kiedy ty to narysowałeś? – teraz to Harry patrzył na niego z rozdziawioną buzią.
- Pomyślałem, że może nam się przydać, więc po porwaniu Eleny pojechałem tam i narysowałem. – odpowiedział uśmiechnięty.
- Kocham cię, stary!! – krzyknął loczek i mocno go wyściskał.
- Dobra, koniec obmacywania! – zaśmiałam się.
Rozłożyliśmy kartkę na stole i zaczęliśmy obmyślać plan.
- A więc tak . . . – zaczął Lou – ty, Elena – spojrzał na mnie – musisz zanieść kasę, więc będziesz też tak jakby przynętą.
Kiwnęłam.
- Wy – zwrócił się do Zayna i Skye – będziecie z tyłu budynku, gdy usłyszycie strzały wejdziecie przez to okno – wskazał palcem na projekcie – i uratujecie ich. Ja i Harry będziemy z przodu za tym murem – wskazał gruzy muru przed wejściem do fabryki – i kiedy Elena wejdzie do budynku, my zaatakujemy tych co będą na ochronie stać przed wejściem. Gdy usłyszą strzały, przybiegną następni, no i  Zayn pamiętaj, że wtedy ty z Skye wkraczasz do akcji.
- Nie mogę się już doczekać – odparł mulat z bananem na twarzy.
Plan był genialny ale miałam też wątpliwości, że coś pójdzie nie tak . . . Nie! Wszystko się uda! – powiedziałam sobie w myślach, jakby miało mi to coś pomóc.
- Dobra, musimy się zbierać, mamy dwie godziny na dojazd do Francji. – Harry wziął walizkę z bronią i ruszyliśmy do auta.
 Pojechaliśmy szybko do banku po pieniądze a parę minut potem byliśmy już na lotnisku. Musieliśmy polecieć samolotem chłopaków bo z teczką broni na pewno nie weszlibyśmy do samolotu pełnej ludzi.
- Kiedy dolecimy na miejsce?
- Spokojnie, Elena  . . . zaraz będziemy – położyła dłoń na moim ramieniu.
Myślałam, że zaraz tam wybuchnę. Tak bardzo chciałam mieć to już za sobą.
- Przecież jestem spokojna – odburknęłam.
- No właśnie widać, księżniczko – zaśmiał się ironicznie Harry.
- Nie mów tak do mnie! Nie jestem księżniczką!
- Elena, jeśli nie chcesz tego robić to nie musisz – powiedział z troską Louis.
- Nie! On więzi moją kuzynkę, Kate i Nialla. To przeze mnie tam trafili.
- Nie mów tak! To nie twoja wina . . .
- Tylko mojego ojca.
- Tego nie powiedziałem.
- Ale tak pomyślałeś!
- Przestańcie, do cholery! – krzyknął Harry.
Ja i Lou jednocześnie spojrzeliśmy na loczka.
- Musimy ich uwolnić i tylko to się teraz liczy, i nikt nie jest tu winny! – dodał.

                                                                               *   *   *

Zostawiliśmy auto daleko od fabryki, a resztę drogi przeszliśmy pieszo.
- Dobra tu się rozdzielamy – powiedział Lou – Pamiętacie co macie robić?
Wszyscy przytaknęli.
Zayn i Skye wzięli po dwa pistolety i skradając się ruszyli za tył fabryki. Dobrze, że było już ciemno i trawa była wysoka, bo łatwiej było przejść niezauważonym. Kiedy Skye i Zayn znikli z pola widzenia, Harry podszedł do mnie i pocałował czule.
- Uważaj na siebie, kochanie – szepnął
- Ok., ty tez – przytuliłam się mocno do niego i spojrzałam nad jego ramieniem na Louisa, który stał z pistoletem w ręku i wpatrywał się smutnym wzrokiem we mnie, a potem odwrócił wzrok.
Odsunęłam się od Harrego i uśmiechnęłam lekko do niego. Odpowiedział mi tym samym. Lou podszedł do mnie i podał mi torbę z pieniędzmi. Przez przypadek dotknęłam jego dłoni i przyjemny dreszcz przeszedł moje ciało. Co się ze mną dzieję? Czemu tak na niego reaguję?
Wyciągnęłam scyzoryk od taty z kieszeni, a Harry zaśmiał się.
- No co?
- No tym to na pewno się obronisz – znowu się zaśmiał – Masz to – podał mi duży sztylet.  
Spiorunowałam go wzrokiem i wzięłam od niego ten sztylet, a scyzoryk schowałam powrotem do kieszeni kurtki.  Sztylet włożyłam w nogawkę buta i zakryłam spodniami. Podniosłam torbę z ziemi i ruszyłam w stronę fabryki.

                                                                               *   *   *

- Wiedziałem, że przyjdziesz. –  Erick uśmiechnął się złośliwie podchodząc do mnie – Chodź, zapraszam. 
Zaczął mnie prowadzić do budynku. Weszliśmy do jednego z pomieszczeń, nie było tam przyjemnie, jak w każdym opuszczonym budynku. Zobaczyłam blondynka całego zakrwawionego, leżał na jakimś starym materacu i ledwo się ruszał. Podbiegłam do niego.
- Miałeś nie robić im krzywdy!! – warknęłam na niego.
- Wkurzył mnie, a tak w ogóle to niczego nie obiecywałem!
- Gdzie dziewczyny? – spytałam oschle.
- W drugim pomieszczeniu – odparł, a potem zwrócił się do wysokiego mężczyzny, który stał w progu – przyprowadź je.
Mężczyzna wyszedł a parę minut później przyszedł z Kate i Miley.
- Elena! – krzyknęła radośnie kuzynka na mój widok.
- Puść je, Pedro – powiedział do mężczyzny.
Pedro posłusznie je puścił, a one podeszły do mnie.
- Dawaj kasę! – zażądał Erick.
Już miałam mu wręczyć ta torbę, gdy nagle usłyszeliśmy strzały na zewnątrz. Erick zmierzył mnie wzrokiem.
- Miałaś nie sprowadzać tu policji!
- I nie przyprowadziłam.
- Pedro! – krzyknął do mężczyzny – Idź sprawdzić co się tam dzieje!
- Tak jest. – i wyszedł z pomieszczenia.
Strzały ucichły. O Boże! Coś poszło nie tak! Gdzie Zayn i Skye?
Erick wyciągnął pistolet z kieszeni, załadował go i wyszedł w stronę, gdzie przed chwilą było słychać strzały. Usłyszałam, że ktoś z tyłu wskakuje przez okno, odwróciłam się, to był Zayn, a za nim weszła Skye. Dzięki Bogu!
- Chodźcie. Mogą tu za chwilę wrócić. – pognał Kate i Miley do okna, a potem pomógł mi podnieść Nialla.
Dziewczyny były już na zewnątrz.
- Szybko! – pośpieszała nas Skye.
Wreszcie Niall też był już bezpieczny.
- Skye, idźcie do auta, my zaraz wrócimy.
- Nie zostawię was.
- Kochanie, idź, nic nam nie będzie.  
Spojrzała ostatni raz na Zayna i ruszyła z reszta do auta.
- Musimy im pomóc.
- Ciiii . . . – przyłożył mi palec do ust i rozejrzał się po pomieszczeniu – Tam – wskazał na przewaloną maszynę i schowaliśmy się za nią.
Wtedy usłyszałam kroki. Były coraz głośniejsze.
- Wychodźcie! Albo zabiję ich! – wykrzyczał Erick.
Spojrzałam przerażona na Zayna. Podał mi drugi pistolet i szepnął do ucha:
- Schowaj go, a gdy dam ci znak zacznij strzelać.
Kiwnęłam i schowałam go do prawej kieszeni, żeby łatwiej było mi go później wyciągnąć. Wyszliśmy z ukrycia. Zayn miał skierowany pistolet w stronę Ericka. Wciągnęłam głęboko powietrze. Erick trzymał lufę przy głowie Harrego, a Pedro przy głowie Louisa.
- Odłóż to lepiej, nawet jeśli mnie zabijesz to Pedro zabije twojego drugiego przyjaciela. – powiedział to z takim wrednym uśmieszkiem, że miałam ochotę wyjąć pistolet i strzelić mu w łeb. Ale nie mogłam się wydać, to był nasz jedyny ratunek. Zayn powoli położył pistolet na ziemię i podniósł ręce w geście poddania.
- Ty – zwrócił się do mnie – przynieś mi torbę z kasą.
Wzięłam torbę z ziemi i podeszłam do Ericka.
- Połóż ją za nami – rozkazał.
Przeszłam obok nich i położyłam ją w wyznaczone miejsce. Zerknęłam na Zayna, a on spojrzał na mnie dając mi znak. Szybko wyciągnęłam pistolet i strzeliłam w ramię Pedra, a ten upadł z hukiem na ziemie. Harry korzystając z okazji walnął łokciem Ericka w bok, wyrywając mu pistolet i strzelił mu prosto w głowę. Krew wytrysnęła mu na twarz, otarł ją patrząc na nieruchome ciało Ericka, a potem wymierzył trzy pociski w klatkę piersiową Pedra. Nawet się nie zawahał. Spojrzałam przerażona na Harrego, a on wyszedł bez słowa nie oglądając się za siebie.

sobota, 29 grudnia 2012

Rozdział XVIII



Obudziłam się o 5 rano. Harry dalej smacznie spał. Próbowałam zasnąć , ale nie mogłam, więc zeszłam na dół. Wchodząc do kuchni zatrzymałam się nagle.
- Co ty tutaj robisz? – spytałam ostro.
Eleonor odwróciła się w moją stronę z kawą w ręku.
- Mieszkam – odpowiedziała z uśmieszkiem.
- Chyba sobie żartujesz!?!
- Nie – odparła obojętnie.
- Wynoś się!! Nigdy tu nie zamieszkasz, rozumiesz!?!
- Louis się zgodził, więc nie masz tu nic do gadania i zrozum wreszcie, że on mnie kocha nad życie i zrobi wszystko dla mnie, a ty odwal się i zajmij się swoim życiem.
- Ty dziwko!!
- Ja, dziwka? Popatrz na siebie.  
- Jesteś żałosna.
- Wolę być żałosna niż zostać egoistką.
- O co ci chodzi do jasnej cholery?!
- O to, że pomagałaś Kate zdobyć Louisa, a tak naprawdę chciałaś go mieć tylko dla siebie. Przyznaj się . . .znowu chciałabyś go pocałować, podobało ci się to . . .
- Co?
Skąd wie o tym pocałunku? No tak, Louis.
- Prawda boli, nie? – uśmiechnęła się szyderczo.
- Jaka prawda?! Pojebało cię do reszty!!
- Przestań się okłamywać . . . oo cześć Kate – spojrzała nad moim ramieniem.
Odwróciłam się. Kate stała w progu i patrzyła z nienawiścią na mnie.
- Kate to nie tak jak myślisz. Wytłumaczę ci to wszystko.
- A myślałam, że mogę ci zaufać, jednak myliłam się – i ruszyła do wyjścia.
- Kate!  Proszę, wysłuchaj mnie!
Przystanęła na progu i powiedziała:
- Przestań! Mam dosyć już tych wszystkich kłamstw. – i wyszła trzaskając drzwiami.
Eleonor znowu uśmiechnęła się szyderczo i rzuciła przechodząc obok mnie:
- Miłego dzionka.
I dalej rozbawiona ruszyła na górę.

                                                                         *   *   *

- Jak mogła! – wkurzona chodziłam z jednego kąta do drugiego - Kate teraz mnie za to nienawidzi.
- To nie twoja wina  tylko Eleonor – powiedziała Skye.
- Właśnie. Ta laska to jakaś idiotka. – rzuciła Miley rozłożona na łóżku – A ty naprawdę z Louisem się całowałaś? Niegrzeczna jesteś, kuzynko.
- Miley? – krzyknęła na nią Skye.
- No co?
- Tak, całowałam to znaczy on . . .  nieważne  . . . muszę pogadać z Kate.
- Na razie zostaw ją w spokoju, ona musi ochłonąć, przemyśleć, tak już ma. – powiedziała Miley i wstała z łóżka – A teraz idziemy na zakupy.
- Nie mam ochoty – zrobiłam zniesmaczoną minę i padłam na fotel.
- Nie będziesz mi się tu lenić. Już wstawaj. – zaczęła mnie ciągnąc za rękę.
- A kto powiedział, że będę się lenić  - nie odpuściła i dalej mnie ciągnęła - No dobra, już wstaję. – zaśmiałam się.
Chłopaki grali na konsoli, jak zwykle, oni to tylko by grali i jedli, grali i jedli no i oczywiście potem spanie i znowu od nowa. Nialla nie było. Eleonor też gdzieś znikła i to mnie pocieszyło, nie chciałam jej już dzisiaj widzieć. Kate pewnie siedziała w swoim pokoju.
- My idziemy do galerii – rzuciła Skye i wzięła kluczyki z półki.
- Mogę z wami iść?? – zaczął jęczeć Zayn – Prooooszę . . .
- No dobra, ale masz być grzeczny.  –zaśmiała się Skye.

W galerii było pełno ludzi.
- Czy dzisiaj jest jakaś wyprzedaż? –spytała Miley.
- Nie wiem – odpowiedziała Skye – Dobra, chodźmy bo nam zamkną.
Weszliśmy do środka i zaczęliśmy obchód sklepów. Zayn i Skye wykupili chyba całą galerię. Miley też dużo kupiła, ale nie tyle co nasza para zakupoholików. Ja kupiłam Harremu granatowy sweter, a sobie zieloną marynarkę i koszulkę z jakimiś śmiesznymi zwierzakami. Później poszliśmy na kawę i ciastko. Siedzieliśmy i gadaliśmy o wszystkim. Choć na chwilę zapomniałam o tym coś się rano wydarzyło. Jak mogła mi zarzucić, że pomagam po to Kate w zdobyciu Louisa, aby go potem odbić. To niedorzeczne. Louis to tylko mój przyjaciel i nic więcej.
- Elena! – klepnęła mnie w ramię Skye – Co się z tobą dzieje?
- Nie, nic.
- O czym tak znowu rozmyślasz? – spytała Miley.
- O niczym. Muszę do wc, zaraz wracam.
Szybko ruszyłam stronę wc i zatrzymałam się widząc jakąś parę całującą się przed drzwiami. Schowałam się za rogiem i zaczęłam się przyglądać. Ta dziewczyna była mi znajoma. Kiedy zobaczyłam twarz, trochę byłam zaskoczona. Właściwie czułam, że ona znowu go zdradzi ale nie wiedziałam, że tak szybko. Wyjęłam komórkę i cyknęłam fotkę, a potem szybko wróciłam do reszty.
- Nie uwierzycie kogo spotkałam.
- Kogo? – zapytał Zayn.
- Eleonor. Całowała się z jakimś facetem przed kiblem. A tu mam dowód. – wyjęłam telefon i pokazałam im to zdjęcie.
- No to się wkopała. – powiedziała Miley.
- No ale nareszcie Louis nam uwierzy – odparł Zayn.
- To co idziemy? Trzeba jak najszybciej mu to pokazać – uśmiechnęła się kuzynka.

*   *   *

- Gdzie Louis?? – wpadłam z dziewczynami i Zaynem  do mieszkania.
- Eee . . . u siebie – odpowiedział Liam marszcząc czoło – A o co chodzi?
- Musi coś zobaczyć – odparłam i szybko poleciałam na górę.
Bez pukania wparowałam do jego pokoju, potem żałowałam, że jednak tego nie zrobiłam. Louis wyszedł z łazienki i miał na sobie tylko ręcznik i kiedy tak wpadłam z zaskoczenia spadł mu. Szybko zasłoniłam oczy rękoma, cała czerwona na twarzy a Louis podniósł ręcznik i owinął się nim.
- Już możesz. – zaśmiał się.
- Przepraszam . . .ja   . . . mogłam jednak zapukać.
- Spoko, nic się nie stało ale zaskoczyłaś mnie – uśmiechnął się szeroko – To o co chodzi?
- Co? – przyłapałam się na tym, że gapię się na niego jak idiotka i zarumieniłam się jeszcze bardziej – Chciałam ci coś pokazać, wiem, że ci się to nie spodoba ale musisz to zobaczyć.
Spojrzał na mnie zdezorientowany. Podeszłam do niego i pokazałam mu to zdjęcie.
- Szybko się zebrała po rozstaniu – odparł
- Że co?
- Zerwałem z nią – powiedział to z obojętnością – Mieliście wszyscy rację, ona cały czas mnie oszukiwała, przepraszam, że cię nie słuchałem.
- Zerwaliście? – byłam tym zaskoczona – OMG! Ale się cieszę, to znaczy . . .
- Spoko – znowu się zaśmiał. – Od początku robiła ze mnie debila a  ja jak zakochany szczeniak jej we wszystko wierzyłem.
- Cieszę się, że wreszcie otworzyłeś oczy.
- Ja też. – uśmiechał się – Powiedziała mi o tym co się rano wydarzyło. Zastanawiam się czy to prawda – zmierzwił włosy – Czy ty coś do mnie czujesz? – spytał niepewnie.
- Louis, wiesz, że kocham Harrego i tylko jego.
- Tak, wiem.
- Jesteś bardzo dobrym przyjacielem i niech tak pozostanie.
Przytaknął z lekkim uśmiechem na twarzy, ale widziałam, że jest troszkę rozczarowany. Czy on . . .? Nie, pewnie mi się przywidziało.
- A co z Kate?
- Nie martw się już o to. Przeprosiłem ją za moje zachowanie i wszystko wytłumaczyłem. Nie gniewa się już na ciebie.
- Ale się cieszę . . . – uśmiechnęłam się – To dobranoc.
- Dobranoc, Eleno.
Wyszłam z jego pokoju i udałam się do łazienki aby wziąć prysznic. Potrzebowałam tego. Tylko tam mogłam chociaż na chwilę ochłonąć po tym wszystkim.

                                                                         *  *  *

- I co powiedziałeś jej? – spytałam Louisa, kiedy szliśmy do sklepu po zakupy.
- Co? Komu? – zmarszczył czoło.
- No Kate. Przecież wiesz co ona czuje do ciebie. Nadszedł czas, żebyś też jej to wyznał.
- No nie wiem. Ja nie chce na razie się z nikim wiązać.
- Och, Louis, ja wiem, że coś do niej czujesz . . .
Przerwał mi jego telefon.
- Tak? – zaczął mówić przez telefon – O co chodzi? CO?! Dobra, zaraz będziemy. – i szybko się rozłączył.
- Co się stało?
- Liam jest w szpitalu. Przed chwilą go zawieźli, ponieważ osłabł. Okazało się ze ma chorą nerkę.
- O nie!!
Szybko pobiegliśmy do domu, Lou wziął kluczyki i pojechaliśmy do szpitala. Wszyscy byli na miejscu.
- I co z Liamem? – spytałam
- Nie za dobrze . . . potrzebuje jak najszybciej nerki, jeśli jej nie dostanie, umrze. – wyjaśnił zasmucony Harry.
- Ale Liam ma tylko jedną nerkę . . .
- Tak, i dlatego potrzebuje jak najprędzej tego przeszczepu.
- Ja oddam – powiedziała Louis.
Spojrzeliśmy na niego.
- Jesteś tego pewien? – spytała Miley.
- Tak, jest dla mnie jak brat. Mógłbym nawet życie za niego oddać.
- Ja też chętnie oddam – odparł Zayn.
- Ja również – rzekł Niall.
- I ja – powiedział Harry.
- Ale czterech nerek nie potrzebuje, wystarczy jedna. – powiedziała Skye
- Nie, chłopcy. Ja oddam. – odparła Danielle – Chce tego.
Przeszczep trwał bardzo długo, ale się udał. Liam był w śpiączce a Danielle odpoczywała na oddzielnym łóżku obok niego.
- Niech państwo idą do domu. Operacją się udała i są pod dobrą opieką, a jak wasz przyjaciel się obudzi, zadzwonimy. A panią Danielle jutro wypuścimy – powiedział lekarz.
- Dobrze. To wpadniemy po nią – odparł Louis.
Bardzo się cieszyłam, że wszystko się udało. Ale kiedy pomyślałam, że gdybyśmy nie zdążyli z tym przeszczepem, zadrżałam i szybko odsunęłam te okropne myśli.

Dojechaliśmy do domu i zobaczyliśmy wyważone drzwi.
- Co jest ? – rzucił Niall.
Wyszliśmy z auta, Louis ruszył do środka.
- Nie idź tam  . . . zadzwońmy lepiej po policje! – krzyknęła za nim Kate.
Nie posłuchał jej i wszedł do mieszkania. Długo go nie było, więc poszliśmy za nim aby sprawdzić czy nic mu nie jest. Wszystko było porozwalane, obrazy przekrzywione, półki połamane, kanapa przewrócona . . .  Louis stał jak wryty w kuchni i patrzył się na ścianę, na której było napisane: To nie koniec, Eleno! Wszyscy odwrócili się w moją stronę. A ja stałam przerażona, strach ogarnął całe moje ciało.
- Kto to może być? – spytała Miley.
- Ja chyba już wiem – odparł Harry i spojrzał na mnie.
- Co? Ale przecież oni są w więzieniu – wydusiła Skye.
- Chyba jednak nie wszystkich zamknęli. – westchnął Zayn.

Policja pojawiła się zaraz i zaczęli nas wszystkich przesłuchiwać. Powiedzieliśmy im kto mógł to zrobić, a policjant, który nas przesłuchiwał, powiedział że to pewnie jakieś nastolatki sobie żarty robili, a tamci dalej siedzą w wiezieniu i żebyśmy się niczego nie bali. Harry się mocno wkurzył i wyjechał na niego a on powiedział mu żeby się hamował. Kiedy wreszcie wyszli, Harry zaczął krzyczeć:
- Co za debile!!!!
- Stary, uspokój się. To nic nie da. – powiedział spokojnie mulat.
- Zayn ma rację – rzucił Niall – Lepiej pomyślmy co dalej.
- Pozamykamy się i nikt nie będzie wychodzić sam na zewnątrz. Musimy trzymać się razem – powiedział stanowczo Zayn.
Wszyscy przytaknęli.

Zaczęliśmy wszystko sprzątać. Parę rzeczy było do wywalenia. Dużo czasu nam to zajęło.
- Ej, gdzie jest Kate i Miley? – spytał Louis schodząc na dół
- Poszły wynieść śmieci. – odpowiedziała Skye
- Co? Same? Robi się już ciemno.
- Spokojnie, poszły z Niallem.
- Coś za długo tam są. Nie podoba mi się to. – odparł Zayn.
- Przyjdą zaraz, nie panikujcie – uspokajała Skye.
Nagle zadzwonił telefon. Poszłam do kuchni odebrać.
- Tak, słucham?
- Hej, Elena – usłyszałam znajomy głos – To ja Erick, pamiętasz mnie?
Spojrzałam przerażona na Louisa, który stał w korytarzu.
- Tak, pamiętam – odpowiedziałam pewnie – czego chcesz?
- Nie powinniście wychodzić o tej porze, zło czai się wszędzie – zaśmiał się a serce zaczęło mi bić szybciej, spojrzałam przez okno ale nikogo nie zobaczyłam  - Jeśli chcesz ich jeszcze widzieć, dzisiaj o 20:00 przy tej opuszczonej fabryce, chyba wiesz której . . . ale masz być sama i przynieś pieniądze, które nadal mi wisisz, a jak zobaczę gliny to już nigdy ich nie ujrzysz, zrozumiałaś?
- Tak. Zrozumiałam. - z trudnością przełknęłam ślinę.
- No to do zobaczenia – i rozłączył się.
- Elena? Co jest? – spytał zaniepokojony Lou.
- Porwali ich.